wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział III

  Ciepło. Miękko. Półmrok. Delikatny zapach dobrych męskich perfum. Zamrugałam oczami i usiadłam, podpierając się na łokciu.
  - No nareszcie! - rozległ się radosny głos. - Myślałem, że się już nigdy nie obudzisz! Hans zaczął z nerwów zdrapywać tapetę ze ścian, a Karl obgryzać paznokcie.
  - Co? - zdziwiłam się. Nie byłam pewna, gdzie się znajduję, o czym ten facet mówi i co to w ogóle za jeden.
  - No, Hans, Karl, willa... Wiesz, o czym mówię, czy może cierpisz na tę dziwną odmianę amnezji, że budzisz się rano i nic nie pamiętasz i nie rozumiesz ani słowa z tego co mówię?
  Facet gadał jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata, a do mnie powoli zaczęło docierać.
  Uciekłam z domu. Przyjechali po mnie Tony (który tu siedzi i trajkocze) i jego brat, Karl (ten, co podobno obgryza teraz paznokcie z niepokoju, w co serdecznie wątpię, po ostatniej demonstracji obojętności wobec mnie).
  - Już wszystko wiem - powiedziałam. - Długo spałam?
  - Cały dzień i pół nocy. Zaczynali się już bać, czy aby nie przywieźliśmy im trupa, bo to by było wyjątkowo kiepsko.
  - Faktycznie - zgodziłam się. - Zaraz... Od kiedy siedzisz na moim łóżku?
  - Od jakiś dziewiętnastu godzin.
  - Połóż się! - wrzasnęłam zrywając się z łóżka. - Przecież...
  - Spokojnie, wyluzuj. Wyśpimy się wszyscy w trumnach - roześmiał się.
  - Pewnie tak, ale...
  - Ubierz się w coś czystego i idziemy na dół, do chłopaków.
  - Ale w co? Znaczy, w plecaku mam trochę rzeczy, ale tylko spodnie i sukienkę.
  - W szafie masz trochę rzeczy, które zostały po Sarze. Powinny na ciebie pasować.
  - Jasne, już się ubieram, tylko... może wyjdziesz?
  - Masz rację, ale ze mnie tępa dzida! Już uciekam - wyszedł z pokoju.
  Uśmiechnęłam się do siebie, wstałam i zaczęłam zdejmować brudne ciuchy. Kim była Sara, do której uprzednio należały te ubrania? Czy była to moja matka...?
  Uznałam, że na wszystkie te pytania dostanę odpowiedź, gdy już spotkam się z "chłopakami", i otworzyłam szafę. Gapiłam się przez chwilę na wszystkie te ciuchy i musiałam zatkać usta dłonią, żeby nie zapiać z zachwytu (co niewątpliwie spowodowałoby powrót Tony'ego do pokoju, kolejny słowotok i niewygodne pytania).
  W końcu zmusiłam się do uspokojenia euforii. Założyłam jakieś gacie i stanik i tu mnie zastopowało.
  Po chyba pięciu minutach zastanawiania się, w czasie których Tony z osiem razy (!) pytał, czy wszystko okej, zdecydowałam się na parę granatowych dżinsów, które o dziwo pasowały, i jedwabną koszulkę w niebieskie róże. Zdjęłam z włosów gumkę i zebrałam je w kucyka jeszcze raz. Et Voila!
  Wyszłam z pokoju. Tony na mój widok zaniemówił z wrażenia.
  Dopiero po chwili wydukał:
  - Wyglądasz... zupełnie... jak Sara... Tylko piętnastoletnia, ale Sara.
  Znowu Sara. Co do cholery z tą Sarą...? Kim była i dlaczego ten tu traktował ją jak najwyższą świętość?
  Głęboki oddech, Margareta. Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie.
  - Idziemy na dół? - zapytałam nieśmiało. (Długi korytarz kończył się schodami w dół).
  - Jesteś gotowa? - zapytał.
  Wizja kilku (co najmniej) facetów, z którymi miałabym zawrzeć znajomość, trochę mnie przerażała, ale uznałam, że gorzej niż u Globcke'ech nie będzie, a Tony mnie obroni.
  - Chyba tak.
  - No to walmy przywalić tej nawale - uśmiechnął się szeroko i ruszył w dół po schodach.
  Po chwili zastanowienia poszłam za nim.

środa, 8 lipca 2015

Rozdział II

[od autorki: włącz piosenkę nr. 2 "Holding out for a hero"]
   Myślałam, że nie doczekam się nigdy. Kilka razy przysypiałam i od razu się budziłam. Zdążyłam chyba prześpiewać wszystkie piosenki Boney M i zmarznąć na kość.
  Musiałam chyba jednak przysnąć na dłużej, bo obudziłam się, gdy było już jasno, a nade mną pochylała się jakaś kobieta, której białe włosy szorowały mnie po twarzy.
  - Co pani tu robi? - zapytała miękko i... głupio.
  - Siedzę - odpaliłam i dodałam kilka brzydkich przekleństw.
  Wyprostowała się i odeszła, a ja dokonałam przeglądu stanu technicznego swego ciała i sytuacji. Primo skostniałam z zimna, secundo było wpół do siódmej, na ulicy pojawiali się ludzie, a ja siedziałam tak i nie mogłam się ruszyć. W dodatku nie miałam pewności, czy pan Neues, kimkolwiek był, poinformuje Hansa o tym, że czekam i czy Hans jakkolwiek się tym przejmie, a jeśli tak, to kiedy.
  Pokonując okropny ból, wyjęłam z plecaka "Ojca chrzestnego" i zaczęłam czytać po raz n-ty. Pojedyńcze osoby przechodzące ulicą rzucały mi zdziwione spojrzenia i szły dalej.
  Koło siódmej chciałam płakać na swoją głupotę. O siódmej rano minut trzydzieści sześć wybuchnęłam płaczem i płakałam aż zasnęłam.
***
  Obudził mnie warkot silnika bardzo blisko (za blisko) i radosny (zbyt radosny) męski głos (zdecydowanie za blisko).
  Zamrugałam oczami. Chłopak, który się nade mną pochylał, nie miał jeszcze dwudziestu lat. Niebieskie oczy, wielkie okulary i włosy tak jasne, że prawie białe - miałam dziwne wrażenie, że go znam, tylko nie wiedziałam skąd.
  - Ty musisz być Garota, to znaczy Margareta! - zawołał radośnie. - Boże w niebiosach, nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy!
  - Wsiadaj do samochodu, Grau, a ty, Tony, przestań piać! - usłyszałam znajomy głos.
  Chłopak nazwany Tony'm wyprostował się. Nadal stał nade mną, ale już nie pochylony jak praczka nad balią, więc zauważyłam właściciela znajomego głosu.
  Karl stał oparty o samochód i wyglądał na znudzonego.
  - Ja nie mam całego dnia - warknął i wsiadł do wozu od strony kierowcy.
  - Chodź - uśmiechnął się Tony - bo on naprawdę gotów pojechać bez nas.
  - Nie mogę - wydukałam. Gardło miałam suche jak pieprz. - Zamarzłam i nie wstanę.
  Tony wziął ode mnie plecak, zarzucił go sobie na ramię, a potem podniósł mnie z taką łatwością jakbym ważyła mniej niż worek pierza. Położył mnie na tylnym siedzeniu i wsiadł.
  - Jestem Anton, ale wszyscy mówią na mnie Tony, a Karla już poznałaś. To mój brat - powiedział szybko. - Wieziemy cię do lepszego miejsca,  świata, gdzie...
  - Mówisz, jakby to była co najmniej cholerna Ameryka, a to tylko ta stara willa - mruknął Karl. - Za bardzo się ekscytujesz.
  - Może trochę. Jesteś głodna? Chce ci się pić? Zimno ci? - wyrzucał z siebie pytania z prędkością karabinu maszynowego.
  - Tak - odpowiedziałam słabo. - Wodę mam w plecaku.
  Wyjął butelkę z plecaka, odkręcił i przyłożył szyjkę do moich ust. Chłeptałam wodę i czułam, jak przywraca moje gardło do stanu używalności.
  - Strasznie mi zimno... - zaczęłam.
  Tony wziął moje dłonie w swoje i rozgrzał, pocierając. Poczułam się lepiej, ale ten gest mnie trochę zdziwił. W końcu przed chwilą się poznaliśmy...
  Zaraz, Tony powiedział "nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy". Gdzie się spotkaliśmy wcześniej? Skąd mnie znał? I skąd ja znałam jego?
  Miałam w głowie kompletny mętlik, ale Tony dopiero się rozgadywał. Radośnie trajkotał o starej willi, w której mieszkali, o sobie, o tym, jak się ucieszył, gdy usłyszał o Margarecie Grau, i o wielu innych "rzeczach".
  Po kilkunastu minutach jazdy wiedziałam już, na czym stoję (miałam przed sobą metr dziewięćdziesiąt cztery pozytywnej energii i przeuroczego chłopaka, który starał się zgrywać twardziela bez uczuć) i włączyłam się w monolog Tony'ego, który dał mi miejsca i słuchał mojego gadania o wszystkim, od ucieczki z domu do ulubionej piosenki i pasów do pończoch. (Na marginesie należy dodać, że cały czas leżałam na tylnym siedzeniu, a Tony trzymał moją głowę na kolanach, jak by to nie brzmiało).
  Samochód zaczął podskakiwać na wybojach. Z zabudowy widocznej przez okno, wywnioskowałam, że jesteśmy na przedmieściach, miałam tylko nadzieję, że nie po tej stronie miasta, co państwo Globcke.
  Tony nadal gadał, ale ja się już wyłączałam. Zanim kołyszący się na wybojach samochód, ciepło i głos Tony'ego utuliły mnie do snu, pomyślałam, że znalazłam miejsce, w którym mnie chcą. I że prawdopodobnie będzie mi tam dobrze.