Moja krótka lista przebojów nie trwała dłużej niż pół godziny, więc do powrotu chłopaków (to jest do godziny dziewiątej z groszkiem) zdążyłam wysłuchać jej dziesięciokrotnie, ale wcale nie miałam dość.
Gdy Tony energicznie wszedł do salonu, po raz jedenasty leciała "Ma Baker". Vreski'ego wryło w podłogę i stał tak do końca piosenki, uważnie wsłuchując się w tekst i machając rękami, co odczytałam jako kategoryczny zakaz wyłączania. Poruszał wargami, jakby się modlił.
Wyłączyłam, gdy tylko wybrzmiała ostatnia nuta.
- Tony? - zapytałam ostrożnie i podeszłam do niego.
- When one boy was killed, she really made them pay... - wyszeptał Tony. - Men she liked… Did away with him… Cops appeared… Couldn't get away… Shot it out… Didn't want to hang… Died with blazing guns… O mój Boże, Margareta, skąd masz tę piosenkę?!
- Przecież to Boney M.! Nie znałeś tego? Mówiłam ci przecież!
- Nieważne. Co ty czytasz?
- Książkę. - Nie rozumiałam tego szoku wywołanego nieszczęsną "Ma Baker", a gdy czegoś nie rozumiem, robię się zła.
- Jaką?
- Papierową! Macie tu Indeks Ksiąg Zakazanych?
Tony wyrwał mi z rąk nieszczęsną książkę, spojrzał na okładkę i zaczął się śmiać.
Jeszcze bardziej zła, rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.
- Co. Cię. Tak. Bawi?!
- Oj, Garota, Garota… Okłamywali cię i odcinali od przeszłości, ale ty podświadomie czułaś! - Tony uśmiechał się od ucha do ucha.
- Wyjaśnisz mi wszystko w tej chwili albo nie ręczę za siebie! - oświadczyłam lodowato i chyba nawet udało mi się trochę ostudzić entuzjazm Tony'ego.
- Dobra, już. Siadaj i słuchaj.
- Oddaj mi książkę.
- Proszę bardzo.
No wreszcie.
W tej samej chwili do pokoju wszedł Hans. Kazał Tony'emu pomóc w wyładowaniu czegoś z czegoś innego i dodał: "Przejmuję twoje dziecko".
Wcale nie miałam ochoty być przejmowana, bo w towarzystwie Tony'ego czułam się najlepiej, poza tym właśnie miał wyjaśnić mi tajemnicę, jaką owiana była moja matka. No cóż, najwyraźniej jeszcze nie teraz.
- Mogę ci pokazać pokój Sary… to znaczy twojej matki - odezwał się Hans.
- Naprawdę, załapałam, kim była Sara! - wypaliłam. - To znaczy wiem, że moją matką, bo poza tym nic.
Spodziewałam się, że Hans się zdenerwuje, ale on tylko się uśmiechnął.
- Faktycznie, wybacz. Będziesz mogła się tam przenieść, oczywiście jeśli będziesz chciała.
- Brzmi nieźle. Kontynuuj. - Nie miałam pojęcia, co mi się stało, że rozmawiam z nim jak z kumplem. Przecież jest ode mnie dwa razy starszy i znam go od dwóch dni, do cholery!
- Jak już mówiłem, stary pokój Sary. To takie trochę muzeum, nikt tam nic nie ruszał od jej śmierci, więc będzie trzeba przynajmniej zetrzeć kurze.
- Wiesz, brud poniżej jednego centymetra nie jest szkodliwy, a powyżej sam odpada - uśmiechnęłam się.
Hans odwzajemnił uśmiech i tajemniczo rzekł:
- No to chodźmy…
Schody pokonaliśmy w milczeniu.
Pokój był wielki (nie tak duży jak salon, ale na pewno większy od tego schowka na miotły, który Globcke dowcipnie nazywali moim i Erii pokojem) i duszny (chyba faktycznie nikt tu nie wietrzył od dziesięciu lat). Ciężkie od kurzu zasłony zapewne były kiedyś białe. Wielkie (i nieposłane) łóżko małżeńskie również pokrywała warstwa kurzu.
Gdy Tony energicznie wszedł do salonu, po raz jedenasty leciała "Ma Baker". Vreski'ego wryło w podłogę i stał tak do końca piosenki, uważnie wsłuchując się w tekst i machając rękami, co odczytałam jako kategoryczny zakaz wyłączania. Poruszał wargami, jakby się modlił.
Wyłączyłam, gdy tylko wybrzmiała ostatnia nuta.
- Tony? - zapytałam ostrożnie i podeszłam do niego.
- When one boy was killed, she really made them pay... - wyszeptał Tony. - Men she liked… Did away with him… Cops appeared… Couldn't get away… Shot it out… Didn't want to hang… Died with blazing guns… O mój Boże, Margareta, skąd masz tę piosenkę?!
- Przecież to Boney M.! Nie znałeś tego? Mówiłam ci przecież!
- Nieważne. Co ty czytasz?
- Książkę. - Nie rozumiałam tego szoku wywołanego nieszczęsną "Ma Baker", a gdy czegoś nie rozumiem, robię się zła.
- Jaką?
- Papierową! Macie tu Indeks Ksiąg Zakazanych?
Tony wyrwał mi z rąk nieszczęsną książkę, spojrzał na okładkę i zaczął się śmiać.
Jeszcze bardziej zła, rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.
- Co. Cię. Tak. Bawi?!
- Oj, Garota, Garota… Okłamywali cię i odcinali od przeszłości, ale ty podświadomie czułaś! - Tony uśmiechał się od ucha do ucha.
- Wyjaśnisz mi wszystko w tej chwili albo nie ręczę za siebie! - oświadczyłam lodowato i chyba nawet udało mi się trochę ostudzić entuzjazm Tony'ego.
- Dobra, już. Siadaj i słuchaj.
- Oddaj mi książkę.
- Proszę bardzo.
No wreszcie.
W tej samej chwili do pokoju wszedł Hans. Kazał Tony'emu pomóc w wyładowaniu czegoś z czegoś innego i dodał: "Przejmuję twoje dziecko".
Wcale nie miałam ochoty być przejmowana, bo w towarzystwie Tony'ego czułam się najlepiej, poza tym właśnie miał wyjaśnić mi tajemnicę, jaką owiana była moja matka. No cóż, najwyraźniej jeszcze nie teraz.
- Mogę ci pokazać pokój Sary… to znaczy twojej matki - odezwał się Hans.
- Naprawdę, załapałam, kim była Sara! - wypaliłam. - To znaczy wiem, że moją matką, bo poza tym nic.
Spodziewałam się, że Hans się zdenerwuje, ale on tylko się uśmiechnął.
- Faktycznie, wybacz. Będziesz mogła się tam przenieść, oczywiście jeśli będziesz chciała.
- Brzmi nieźle. Kontynuuj. - Nie miałam pojęcia, co mi się stało, że rozmawiam z nim jak z kumplem. Przecież jest ode mnie dwa razy starszy i znam go od dwóch dni, do cholery!
- Jak już mówiłem, stary pokój Sary. To takie trochę muzeum, nikt tam nic nie ruszał od jej śmierci, więc będzie trzeba przynajmniej zetrzeć kurze.
- Wiesz, brud poniżej jednego centymetra nie jest szkodliwy, a powyżej sam odpada - uśmiechnęłam się.
Hans odwzajemnił uśmiech i tajemniczo rzekł:
- No to chodźmy…
Schody pokonaliśmy w milczeniu.
Pokój był wielki (nie tak duży jak salon, ale na pewno większy od tego schowka na miotły, który Globcke dowcipnie nazywali moim i Erii pokojem) i duszny (chyba faktycznie nikt tu nie wietrzył od dziesięciu lat). Ciężkie od kurzu zasłony zapewne były kiedyś białe. Wielkie (i nieposłane) łóżko małżeńskie również pokrywała warstwa kurzu.
- Zaraz, a pokój w którym spałam? To nie był pokój Sary? Tam przecież były jej ciuchy... i w ogóle...
- Nie, tam tylko kazałem przenieść część ubrań ze strychu, żebyś miała w co się ubrać jak wstaniesz.
- Aha. - Ruszyłam w głąb pokoju. I wtedy zauważyłam regał... - O Boże... - W życiu nie widziałam tylu kaset naraz! - Mogę popatrzeć? - spytałam z nadzieją.
- Nawet nie pytaj o takie rzeczy! Chcesz, to możesz coś obejrzeć. Albo w ogóle zrobić sobie noc filmową, tylko wyślę kogoś po popcorn.
Zapiałam z zachwytu. Tylko łóżko, telewizor, popcorn i ja - to brzmiało bardzo zachęcająco. Hans wyszedł z pokoju, a ja rozejrzałam się, od czego zacząć.
I wtedy mnie zastopowało. Pomiędzy horrorami i filmami akcji trafiłam na łzawą komedię romantyczną, a zaraz obok - na "Niezatapialną Molly Brown".
Wybiegłam z pokoju i dogoniłam Hansa.
- Oglądacie komedie romantyczne? - wypaliłam i po chwili milczenia dodałam: - I musicale?
- To wszystko zostało po Sarze. Nikt tam nic nie ruszał, słowo.
Więc moja matka, nieustraszona, wielka przywódczyni, lubiła rom-comy...
Znów dowiedziałam się czegoś nowego o mojej matce... bo na dobrą sprawę wiedziałam o niej tyle, że nazywała się Sara Grau, miała partnera, dwie córki, wredną młodszą siostrę, podwładnych, którzy ją kochali, lubiła musicale i komedie romantyczne i nie żyje.
Odechciało mi się filmu i znów na pierwszy plan wybiło się pragnienie poznania własnych korzeni.
- Hans, może opowiesz mi coś o niej? - zapytałam nieśmiało.
- Oczywiście, Margota. - Uśmiechnął się. - Chodź do salonu. Karl, Tony! Zameldować mi się w salonie za pięć minut.
- Litości - rozległ się głos Tony'ego.
- Margota potrzebuje nagłej terapii!
- Lecę!
- Tylko nóg nie połam - zgrzytnął Karl. - I mam nadzieję, że nie chodzi jej o śpiewanie kołysanek, bo po moich będzie miała koszmary…
- Nie gadaj tyle i chodź - przerwał ze śmiechem Tony.
- Nawet nie pytaj o takie rzeczy! Chcesz, to możesz coś obejrzeć. Albo w ogóle zrobić sobie noc filmową, tylko wyślę kogoś po popcorn.
Zapiałam z zachwytu. Tylko łóżko, telewizor, popcorn i ja - to brzmiało bardzo zachęcająco. Hans wyszedł z pokoju, a ja rozejrzałam się, od czego zacząć.
I wtedy mnie zastopowało. Pomiędzy horrorami i filmami akcji trafiłam na łzawą komedię romantyczną, a zaraz obok - na "Niezatapialną Molly Brown".
Wybiegłam z pokoju i dogoniłam Hansa.
- Oglądacie komedie romantyczne? - wypaliłam i po chwili milczenia dodałam: - I musicale?
- To wszystko zostało po Sarze. Nikt tam nic nie ruszał, słowo.
Więc moja matka, nieustraszona, wielka przywódczyni, lubiła rom-comy...
Znów dowiedziałam się czegoś nowego o mojej matce... bo na dobrą sprawę wiedziałam o niej tyle, że nazywała się Sara Grau, miała partnera, dwie córki, wredną młodszą siostrę, podwładnych, którzy ją kochali, lubiła musicale i komedie romantyczne i nie żyje.
Odechciało mi się filmu i znów na pierwszy plan wybiło się pragnienie poznania własnych korzeni.
- Hans, może opowiesz mi coś o niej? - zapytałam nieśmiało.
- Oczywiście, Margota. - Uśmiechnął się. - Chodź do salonu. Karl, Tony! Zameldować mi się w salonie za pięć minut.
- Litości - rozległ się głos Tony'ego.
- Margota potrzebuje nagłej terapii!
- Lecę!
- Tylko nóg nie połam - zgrzytnął Karl. - I mam nadzieję, że nie chodzi jej o śpiewanie kołysanek, bo po moich będzie miała koszmary…
- Nie gadaj tyle i chodź - przerwał ze śmiechem Tony.