[od autorki: włącz piosenkę nr. 2 "Holding out for a hero"]
Myślałam, że nie doczekam się nigdy. Kilka razy przysypiałam i od razu się budziłam. Zdążyłam chyba prześpiewać wszystkie piosenki Boney M i zmarznąć na kość.
Musiałam chyba jednak przysnąć na dłużej, bo obudziłam się, gdy było już jasno, a nade mną pochylała się jakaś kobieta, której białe włosy szorowały mnie po twarzy.
- Co pani tu robi? - zapytała miękko i... głupio.
- Siedzę - odpaliłam i dodałam kilka brzydkich przekleństw.
Wyprostowała się i odeszła, a ja dokonałam przeglądu stanu technicznego swego ciała i sytuacji. Primo skostniałam z zimna, secundo było wpół do siódmej, na ulicy pojawiali się ludzie, a ja siedziałam tak i nie mogłam się ruszyć. W dodatku nie miałam pewności, czy pan Neues, kimkolwiek był, poinformuje Hansa o tym, że czekam i czy Hans jakkolwiek się tym przejmie, a jeśli tak, to kiedy.
Pokonując okropny ból, wyjęłam z plecaka "Ojca chrzestnego" i zaczęłam czytać po raz n-ty. Pojedyńcze osoby przechodzące ulicą rzucały mi zdziwione spojrzenia i szły dalej.
Koło siódmej chciałam płakać na swoją głupotę. O siódmej rano minut trzydzieści sześć wybuchnęłam płaczem i płakałam aż zasnęłam.
Zamrugałam oczami. Chłopak, który się nade mną pochylał, nie miał jeszcze dwudziestu lat. Niebieskie oczy, wielkie okulary i włosy tak jasne, że prawie białe - miałam dziwne wrażenie, że go znam, tylko nie wiedziałam skąd.
- Ty musisz być Garota, to znaczy Margareta! - zawołał radośnie. - Boże w niebiosach, nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy!
- Wsiadaj do samochodu, Grau, a ty, Tony, przestań piać! - usłyszałam znajomy głos.
Chłopak nazwany Tony'm wyprostował się. Nadal stał nade mną, ale już nie pochylony jak praczka nad balią, więc zauważyłam właściciela znajomego głosu.
Karl stał oparty o samochód i wyglądał na znudzonego.
- Ja nie mam całego dnia - warknął i wsiadł do wozu od strony kierowcy.
- Chodź - uśmiechnął się Tony - bo on naprawdę gotów pojechać bez nas.
- Nie mogę - wydukałam. Gardło miałam suche jak pieprz. - Zamarzłam i nie wstanę.
Tony wziął ode mnie plecak, zarzucił go sobie na ramię, a potem podniósł mnie z taką łatwością jakbym ważyła mniej niż worek pierza. Położył mnie na tylnym siedzeniu i wsiadł.
- Jestem Anton, ale wszyscy mówią na mnie Tony, a Karla już poznałaś. To mój brat - powiedział szybko. - Wieziemy cię do lepszego miejsca, świata, gdzie...
- Mówisz, jakby to była co najmniej cholerna Ameryka, a to tylko ta stara willa - mruknął Karl. - Za bardzo się ekscytujesz.
- Może trochę. Jesteś głodna? Chce ci się pić? Zimno ci? - wyrzucał z siebie pytania z prędkością karabinu maszynowego.
- Tak - odpowiedziałam słabo. - Wodę mam w plecaku.
Wyjął butelkę z plecaka, odkręcił i przyłożył szyjkę do moich ust. Chłeptałam wodę i czułam, jak przywraca moje gardło do stanu używalności.
- Strasznie mi zimno... - zaczęłam.
Tony wziął moje dłonie w swoje i rozgrzał, pocierając. Poczułam się lepiej, ale ten gest mnie trochę zdziwił. W końcu przed chwilą się poznaliśmy...
Zaraz, Tony powiedział "nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy". Gdzie się spotkaliśmy wcześniej? Skąd mnie znał? I skąd ja znałam jego?
Miałam w głowie kompletny mętlik, ale Tony dopiero się rozgadywał. Radośnie trajkotał o starej willi, w której mieszkali, o sobie, o tym, jak się ucieszył, gdy usłyszał o Margarecie Grau, i o wielu innych "rzeczach".
Po kilkunastu minutach jazdy wiedziałam już, na czym stoję (miałam przed sobą metr dziewięćdziesiąt cztery pozytywnej energii i przeuroczego chłopaka, który starał się zgrywać twardziela bez uczuć) i włączyłam się w monolog Tony'ego, który dał mi miejsca i słuchał mojego gadania o wszystkim, od ucieczki z domu do ulubionej piosenki i pasów do pończoch. (Na marginesie należy dodać, że cały czas leżałam na tylnym siedzeniu, a Tony trzymał moją głowę na kolanach, jak by to nie brzmiało).
Samochód zaczął podskakiwać na wybojach. Z zabudowy widocznej przez okno, wywnioskowałam, że jesteśmy na przedmieściach, miałam tylko nadzieję, że nie po tej stronie miasta, co państwo Globcke.
Tony nadal gadał, ale ja się już wyłączałam. Zanim kołyszący się na wybojach samochód, ciepło i głos Tony'ego utuliły mnie do snu, pomyślałam, że znalazłam miejsce, w którym mnie chcą. I że prawdopodobnie będzie mi tam dobrze.
Myślałam, że nie doczekam się nigdy. Kilka razy przysypiałam i od razu się budziłam. Zdążyłam chyba prześpiewać wszystkie piosenki Boney M i zmarznąć na kość.
Musiałam chyba jednak przysnąć na dłużej, bo obudziłam się, gdy było już jasno, a nade mną pochylała się jakaś kobieta, której białe włosy szorowały mnie po twarzy.
- Co pani tu robi? - zapytała miękko i... głupio.
- Siedzę - odpaliłam i dodałam kilka brzydkich przekleństw.
Wyprostowała się i odeszła, a ja dokonałam przeglądu stanu technicznego swego ciała i sytuacji. Primo skostniałam z zimna, secundo było wpół do siódmej, na ulicy pojawiali się ludzie, a ja siedziałam tak i nie mogłam się ruszyć. W dodatku nie miałam pewności, czy pan Neues, kimkolwiek był, poinformuje Hansa o tym, że czekam i czy Hans jakkolwiek się tym przejmie, a jeśli tak, to kiedy.
Pokonując okropny ból, wyjęłam z plecaka "Ojca chrzestnego" i zaczęłam czytać po raz n-ty. Pojedyńcze osoby przechodzące ulicą rzucały mi zdziwione spojrzenia i szły dalej.
Koło siódmej chciałam płakać na swoją głupotę. O siódmej rano minut trzydzieści sześć wybuchnęłam płaczem i płakałam aż zasnęłam.
***
Obudził mnie warkot silnika bardzo blisko (za blisko) i radosny (zbyt radosny) męski głos (zdecydowanie za blisko).Zamrugałam oczami. Chłopak, który się nade mną pochylał, nie miał jeszcze dwudziestu lat. Niebieskie oczy, wielkie okulary i włosy tak jasne, że prawie białe - miałam dziwne wrażenie, że go znam, tylko nie wiedziałam skąd.
- Ty musisz być Garota, to znaczy Margareta! - zawołał radośnie. - Boże w niebiosach, nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy!
- Wsiadaj do samochodu, Grau, a ty, Tony, przestań piać! - usłyszałam znajomy głos.
Chłopak nazwany Tony'm wyprostował się. Nadal stał nade mną, ale już nie pochylony jak praczka nad balią, więc zauważyłam właściciela znajomego głosu.
Karl stał oparty o samochód i wyglądał na znudzonego.
- Ja nie mam całego dnia - warknął i wsiadł do wozu od strony kierowcy.
- Chodź - uśmiechnął się Tony - bo on naprawdę gotów pojechać bez nas.
- Nie mogę - wydukałam. Gardło miałam suche jak pieprz. - Zamarzłam i nie wstanę.
Tony wziął ode mnie plecak, zarzucił go sobie na ramię, a potem podniósł mnie z taką łatwością jakbym ważyła mniej niż worek pierza. Położył mnie na tylnym siedzeniu i wsiadł.
- Jestem Anton, ale wszyscy mówią na mnie Tony, a Karla już poznałaś. To mój brat - powiedział szybko. - Wieziemy cię do lepszego miejsca, świata, gdzie...
- Mówisz, jakby to była co najmniej cholerna Ameryka, a to tylko ta stara willa - mruknął Karl. - Za bardzo się ekscytujesz.
- Może trochę. Jesteś głodna? Chce ci się pić? Zimno ci? - wyrzucał z siebie pytania z prędkością karabinu maszynowego.
- Tak - odpowiedziałam słabo. - Wodę mam w plecaku.
Wyjął butelkę z plecaka, odkręcił i przyłożył szyjkę do moich ust. Chłeptałam wodę i czułam, jak przywraca moje gardło do stanu używalności.
- Strasznie mi zimno... - zaczęłam.
Tony wziął moje dłonie w swoje i rozgrzał, pocierając. Poczułam się lepiej, ale ten gest mnie trochę zdziwił. W końcu przed chwilą się poznaliśmy...
Zaraz, Tony powiedział "nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy". Gdzie się spotkaliśmy wcześniej? Skąd mnie znał? I skąd ja znałam jego?
Miałam w głowie kompletny mętlik, ale Tony dopiero się rozgadywał. Radośnie trajkotał o starej willi, w której mieszkali, o sobie, o tym, jak się ucieszył, gdy usłyszał o Margarecie Grau, i o wielu innych "rzeczach".
Po kilkunastu minutach jazdy wiedziałam już, na czym stoję (miałam przed sobą metr dziewięćdziesiąt cztery pozytywnej energii i przeuroczego chłopaka, który starał się zgrywać twardziela bez uczuć) i włączyłam się w monolog Tony'ego, który dał mi miejsca i słuchał mojego gadania o wszystkim, od ucieczki z domu do ulubionej piosenki i pasów do pończoch. (Na marginesie należy dodać, że cały czas leżałam na tylnym siedzeniu, a Tony trzymał moją głowę na kolanach, jak by to nie brzmiało).
Samochód zaczął podskakiwać na wybojach. Z zabudowy widocznej przez okno, wywnioskowałam, że jesteśmy na przedmieściach, miałam tylko nadzieję, że nie po tej stronie miasta, co państwo Globcke.
Tony nadal gadał, ale ja się już wyłączałam. Zanim kołyszący się na wybojach samochód, ciepło i głos Tony'ego utuliły mnie do snu, pomyślałam, że znalazłam miejsce, w którym mnie chcą. I że prawdopodobnie będzie mi tam dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz